czwartek, 18 czerwca 2015

[RECENZJA] "NIEMIECKI BĘKART" - CAMILLA LÄCKBERG

Wczoraj późnym wieczorem dokończyłam czytanie „Niemieckiego bękarta” i bez większego namysłu stwierdzam, że książka została utrzymana na tak samo dobrym poziomie, jak poprzednie cztery części. Mamy do czynienia z kolejną zbrodnią, a po pewnym czasie – następną. Intuicyjnie razem z śledczymi czujemy, że sprawy są ze sobą mocno powiązane i dążymy do wyjaśnienia zagadki z przeszłości. Podobnie jak w „Kamieniarzu” mamy do czynienia z dwiema sferami czasowymi, lecz tym razem autorka od początku jawnie przedstawia bohaterów z przed lat i łączy ich z ich „odpowiednikami” w teraźniejszości. Krok po kroku obserwujemy świat widziany oczami młodych bohaterów w trakcie trwania II Wojny Światowej, a ich emocje podane są nam jak na tacy. Jedną z tych bohaterek okazuje się mama Eriki - Elsy, której losy, emocje i przeżycia poznajemy (częściowo domyślając się) szybciej niż nasza główna bohaterka.

Co mnie urzekło w „Niemieckim bękarcie”? Najbardziej chyba fakt, że autorka przywróciła do łask Erikę i to ona, podobnie jak w „Księżniczce z lodu”, miała bardzo duży wpływ na toczące się śledztwa, głównie ze względu na osobistą chęć poznania losów własnej rodziny. To, w jaki sposób Camilla Läckberg ukazała różne oblicza okrutnej i brutalnej wojny (wspólny wątek Hansa i później Axela), a także późniejsze odmienne poglądy Axela i Fransa, zasługuje dla mnie na uznanie. Na oklaski zasługuje też wykreowanie barwnej postaci, jaką jest Bertil Mellberg, z początku bufon i szef, któremu lepiej nie wchodzić w drogę, a który z każdą kartką okazywał się truchlejący i pokazujący swoje bardziej raźne, ułożone, a czasami wręcz porażająco śmieszne oblicze.

Z mniejszą aprobatą podeszłam do Karin i jej „spacerowych” propozycji. Wątek powracającej po latach, wielce nieszczęśliwej ex żony, był dla mnie zbędny i dość oklepany. Swoją drogą trudno wierzyć w aż tak dużą dozę zaufania, jakim Erika darzyła Patrika pozwalając mu na spacery z byłą żoną. Może i minęło wiele lat, ale bądź co bądź, spędzili jako para trochę czasu i niezrozumiałym było dla mnie zachowanie głównej bohaterki. Uważam też, że brak emocji i matczynych uczuć Elsy, był trochę naciągany. Nie łatwo jest wierzyć, że jakiekolwiek postanowienie czy obietnica z przed lat mogłaby spowodować obojętność i brak jakiejkolwiek nuty empatii w wychowaniu własnych dzieci.

„Niemiecki bękart” był dla mnie lekturą poprawną, którą sprawnie wchłonęłam, a rozwiązanie zagadki, jak dla mnie niespodziewane i ciekawie zaaranżowane, nie miało jednego wspólnego mianownika, a kilka wątków uplecionych w jedną naprawdę wciągającą czytelnika historię

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP