Znak
Znak
"MIĘDZY KOŃCEM A POCZĄTKIEM" - JOJO MOYES | Podróż rozczulająca i wymowna, ale też zabawna, piękna i pokrzepiająca dobrą myślą

"MIĘDZY KOŃCEM A POCZĄTKIEM" - JOJO MOYES | Podróż rozczulająca i wymowna, ale też zabawna, piękna i pokrzepiająca dobrą myślą

Niezwykle dojrzała, szczera i mocno uczuciowa podróż po emocjach świeżo porzuconej żony, nieidealnej matki, pisarki poszukującej przykurzonej smutkiem weny twórczej - kobiety dostrzegalnie pogubionej, stojącej gdzieś na rozdrożu dwóch fragmentów kruszącego się na oczach życia. Kreacja Lilii ocieka prawdziwością, w której autentycznie można się zatracić. Bolesne rozstanie z nadzwyczaj mrukliwym i epizodycznie zbyt nachalnym mężem, córki domagające się bliskości, wsparcia i rozmowy w niepodważalnie trudnym okresie dorastania, pomocna dłoń wyciągnięta w stronę ojca mimo jego oczywistych win, dwa nieobojętne męskie spojrzenia i wreszcie intensywna praca nad uczuciowym poradnikiem, który poniekąd okazuje się płótnem do portretowania starcia z uwierającą bezradnością - Między końcem a początkiem to podróż rozczulająca i wymowna, ale też zabawna, piękna i pokrzepiająca dobrą myślą. 

Jojo Moyes z wyczuwalną czułością i jednocześnie subtelnością słowa, zakrada się w otchłań kobiecej wrażliwości, przybliża motyw wyniszczającej zdrady, rozwodu, doskwierającej samotności i poczucia nijakości, utrwalając tym samym wiarygodny obraz macierzyństwa, rodziny, miłości i definiowania nowej wersji siebie, w przejmujący sposób dotyka też straty, strachu o najbliższych oraz bardzo aktualnego tematu wyśmiewania wśród młodzieży, które niejednokrotnie prowadzi do braku pewności siebie, wykluczenia, w skrajnych przypadkach poważnego zagrożenia. Ta historia regularnie przypomina o fundamentalnych wartościach, przynosi uśmiech, nadzieję i wzruszenie, uzależnia życiową fabułą i romantycznymi doznaniami.

Współpraca reklamowa z wydawnictwem Znak JednymSłowem

„CÓRKA POWIETRZA” – DOROTA GĄSIOROWSKA | Słowa legendy wypełzają ze szczelin przykurzonej czasem przeszłości

„CÓRKA POWIETRZA” – DOROTA GĄSIOROWSKA | Słowa legendy wypełzają ze szczelin przykurzonej czasem przeszłości

Nad pobliskim stawem głośno wznosi się wieczorny rechot żab, przy starych ulach ścieżki spowija owiana tajemnicą gęsta mgła, dzikie pszczoły wirują tanecznie w nieznajomym rytmie, kwiaty oddychają naturalnie przyznaną wolnością, jaśminowiec zachwyca szerokością rozpostartych dumnie ramion, a mieniąca się błękitem smużka, otula wyobraźnię zaszytą w poetyckim uniesieniu magią. To właśnie tak urzekająca aura przenika zagadkowe strony pięknej, enigmatycznej, z pewnością też nieoczywistej Córki powietrza – powieści hipnotyzującej, stanowiącej drugi już tom fascynującej serii Córki żywiołów.

Czytelnik wkrada się do wyciszonej codzienności Avy w momencie mało dla niej komfortowym – w uwierającej aurze opuszczonej okrutnie weny pisarskiej, w wyczekiwaniu na natchnienie pożądanych słów, w przedsmaku niezapowiedzianej namiętności, równolegle w zachwycie nad barwnie zobrazowaną głuszą kurpiowskiej wsi. To znana już z ekscytującej Córki ziemi osobliwa rzeźba – owiana niejasnością bogini Sylfida, stworzona talentem znajomej już Weroniki - staje się bodźcem do przetarcia się przez otchłań tajemniczej przeszłości, okazuje się też swoistą inspiracją do skomponowania zdań wyjątkowej opowieści. Zastosowana tu narracja pierwszoosobowa pozwala poczuć intymność myśli zanurzonej w świecie fantasy bohaterki, jednocześnie pozwala zajrzeć do znamiennego, wręcz magicznego życiorysu Lalie, której portret naznaczony zostaje drzazgą pokruszonej więzi z wyniosłą wrażeniowo siostrą. Spoglądając oczami nieznanej francuskiej poetki, odbiorca wdziera się w zamierzoną eteryczność minionego świata, wyczuwa uwolnioną w powietrzu przejmującą magię, szczerością intencji przenika ludzkie kłamstwa, z fascynacją przemierza gęste połacie pobliskiego lasu, odkrywając swoiste zjawiska i fragmenty legendy o skrywających się w gąszczu czarcich siostrach. To porywająca podróż do początku dwudziestego wieku, to wielobarwne i metaforyczne zdania, to owiana wieloma symbolami opisowa forma – tak bardzo zachęcająca do nieśpiesznych spacerów oczami zachłyśniętej pięknem wyobraźni.

Fascynująca, nieprzeciętna, wielowymiarowa! Słowa legendy wypełzają tu ze szczelin przykurzonej czasem przeszłości, a otulony magiczną aurą las, staje się schronieniem dla ważnej rodzinnej tajemnicy, okazuje się też odpowiedzią na niepewność kobiecego serca. Dorota Gąsiorowska ponownie odurza miłością do surowej natury i nieoczywistych zjawisk, uwodzi gracją wielobarwnych znaczeń, z wrażliwością wiąże twórczy marazm bohaterki z liryczną i jakże poetycką balladą sprzed lat, z intuicją i czułością porusza się po zachwyconej wyobraźni czytelnika. To absolutnie piękna, porywająca i odczuwalnie nastrojowa historia, idealnie oddająca kwiecistość literackiego wdzięku.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„NOCNA ZMIANA” – ANIA BAS | Zadziwiający debiut powieściowy!

„NOCNA ZMIANA” – ANIA BAS | Zadziwiający debiut powieściowy!

Zdumiewająca i niezaprzeczalnie specyficzna, wyróżniająca się także w niecodziennym biegu fabularnym. Humorem zanurzona w wyczuwalnej satyrycznej toni, przepleciona nicią szalonej komedii romantycznej, niespodziewanie muśnięta także intrygą kryminalną. Nocna zmiana to raczej nie lektura dla każdego, momentami nieco absurdalna, zauważalnie rozciągnięta w liczbie stron, a jednak intrygująca i z pewnością niebanalna. Ania Bas ukradkiem wdziera się do naruszonej kobiecości, aby szlakiem pogubionych uczuć, poszukać w swej kreacji emocjonalnej dojrzałości.

Tu nie ma miejsca na oczywistość zdarzeń, gdyż ścieżkę fabularną toruje niejako naiwność znużonej własną codziennością bohaterki. Gosia to postać wyrwana szponom znanych wzorców – wyraźnie niezadowolona z przeszywającej duszę pracy na sklepowej kasie, uczuciowo draśnięta przez byłego partnera, wycieńczona także przez pożyczki finansowe ojca, gdzieś równolegle oskarżona o prawdziwą zbrodnię, ewidentnie zatem zrujnowana przez ataki życiowych kataklizmów. Autorka prowadzi tę nieoczywistą historię za pomocą narracji tradycyjnej, w odczuciu nieśpiesznej i nieco ironicznej, zmyślnie dotkniętej dramatem ludzkiego zagubienia. Gdzieś dyskretnie przemyca także nieprzypadkowe fragmenty czytanego pamiętnika. Dla odbiorcy to niewątpliwie swoista podróż po rozchwianych sercach emigrantów, to niezrozumiałe, wręcz maniakalne zachowania w nieujarzmionej próbie zdobycia upragnionego mężczyzny, to chimeryczność myśli i nieostrożne przekraczanie granic prawa – to portret nieszczęśliwej kobiety, która ewidentnie chce kochać i chce być kochana, ale potrzebuje czasu i przetarcia wątpliwości, aby w konsekwencjach krępujących scen i w szczerości narzuconych sobie niepowodzeń, doszukać się nie tylko przynależności, ale też pogodzenia z pominiętą mimochodem przyjaźnią.

Zadziwiający debiut powieściowy! Prowadzony nieśpiesznie, brawurowy i mocno specyficzny, z pewnością nieprzeciętny! Nocna zmiana to satyra społeczna przełamana nutą błyskotliwej komedii romantycznej oraz szczyptą kryminalnego uniesienia, to powieść pozwalająca na refleksyjne spoglądanie w otchłań ludzkiego zagubienia, to życiowe porażki i absurdalne próby doścignięcia sercowych marzeń, to pułapki emigracyjnej codzienności i przenikająca duszę potrzeba zrozumienia siebie. Ania Bas intencjonalnie wkrada się w szczeliny kobiecej naiwności, pozwalając bohaterce wypełnić przestrzeń obsesyjnych scen, ewidentnie chce, aby ta w niekontrolowany sposób dotarła do znaczenia własnej tożsamości.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak Horyzont

„MORE THAN WORDS. DŹWIĘKI MIŁOŚCI” – MIA SHERIDAN | Otchłanią wzruszeń dotykająca najczulszych strun

„MORE THAN WORDS. DŹWIĘKI MIŁOŚCI” – MIA SHERIDAN | Otchłanią wzruszeń dotykająca najczulszych strun

Romans przepełniony niecodzienną pasją, ale też goryczą boleśnie wrzynających się wspomnień. Mocno wciągający i niezaprzeczalnie uczuciowy, a przy tym piękny, urokliwy i niezapomniany. Mia Sheridan z wyczuwalną subtelnością wkrada się do dwóch wyraźnie zaskoczonych wrażliwości, kadrując euforyczne chwile i utrwalając zadurzone w sobie twarze, jednocześnie przywołując niechciane i jakże okrutne obrazy smutnego dzieciństwa. More Than Words. Dźwięki miłości to powieść obciążona ciężarem niebagatelnych emocji – dramatyczna i rozkoszna zarazem.

Wystarczy kilka pierwszych stron, aby zdefiniować sentymentalny charakter tej nieprzeciętnej opowieści. Bo przecież ta dwójka ma swoją wspólną enigmatyczną przeszłość – odzianą tu w jeszcze dziecięcy, aczkolwiek znamienny motyw pierwszej miłości. Milczący wagon towarowy, potajemne spotkania, jeden spontaniczny pocałunek i raptownie urwana znajomość – tak zaczyna się romantyczna i jednocześnie grząska przygoda dwóch zauroczonych dusz. Jessie to obecnie pasjonatka francuskiej historii – jej mocno osobista narracja, dopieszczona zostaje przemycaną regularnie niezłomnością samej Joanny d'Arc, wyczuwa się w niej także usilną potrzebę uratowania jego strzaskanego serca. Callen to z jednej strony nieprzyzwoicie seksowny kompozytor, którego światowa sława, każdego dnia ociera się o łaknące wrażeń kobiece uniesienia, z drugiej mężczyzna pogrążony w głębinach kryzysu twórczego, zagubiony w myślach, emocjonalnie wręcz zmiażdżony. Zawieruszona wena, uciekające dźwięki, spojrzenie w jej znajome, choć nie od razu rozpoznane oczy, powrót do bolesnych epizodów, do przemocy i niesprawiedliwości, do nigdy nieprzepracowanych traum. I jeszcze tajemnica, która zdaje się być przeżarta jego niewypowiedzianym wstydem. Bliskość tych dwojga zachwyca i rozbraja, ma w sobie gesty słodkich zauroczeń, przede wszystkim jednak okazuje się wyzwaniem dla obu naruszonych stron, domaga się czasu i niejednej kłótni, w burzliwym wizerunku, okazuje się szansą na nieprzyjemną, choć przecież konieczną walkę z wewnętrznymi demonami. Przenikliwy ból, niepewność i rozczarowanie – to lektura trudnych emocji, ale też pokaz wyjątkowej intymności, którą autorka okrasza zmysłowymi opisami. A wszystko w malowniczej francuskiej scenerii – tak plastycznie wdzierającej się w przestrzeń zapatrzonej wyobraźni.

Niesamowicie nastrojowa, uczuciowa i fascynująca, otchłanią wzruszeń dotykająca najczulszych strun. Mia Sheridan delikatnie i jednocześnie zażarcie, wkrada się do intymności dwóch wyraźnie niespełnionych serc, odurza je wdziękiem słodkich i jakże spontanicznych doznań, utrwala muśnięty swoistą przyjaźnią, choć w swym przebiegu enigmatyczny motyw pierwszej miłości, pięknie eksponuje francuskie chwile, przywołuje odwagę Joanny d’Arc i pasjonującą miłość do muzycznych wzniesień, przede wszystkim jednak zachęca do bolesnego przetarcia się przez jego krępujące tajemnice i zarysowane smutkiem fotografie przeszłości. To przecudowna historia romantyczna – tak bardzo rozkoszna i rozczulająca, z pewnością niezapomniana.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak Jednym Słowem

„ALCHEMIA” – KATARZYNA ZYSKOWSKA | Przepełniona kobiecością i pragnieniem zawodowej równości

„ALCHEMIA” – KATARZYNA ZYSKOWSKA | Przepełniona kobiecością i pragnieniem zawodowej równości

Każda książka Katarzyny Zyskowskiej zachwyca na swój znamienny sposób. Każda intensywnie wdziera się w naruszoną duszę, pozostawiając w niej swoiste, wręcz fundamentalne ślady. Każda wreszcie dotyka miłości w sposób nieprzeciętny, utrwalając wielowarstwowy charakter najpiękniejszego z uczuć. Tym razem w kadrze pojawia się twarz dotknięta potrzebą namiętności, odważnie angażująca się w swoje niezwyczajne życie – kobieca postać w nieubłaganym świecie mężczyzn. Alchemia to powieść biograficzna o Marii Skłodowskiej-Curie – historia na wskroś wiarygodna, dotykająca wrażliwych strun, wyjątkowa.

Nie pierwszy raz przekroczyłam fabularnie życiorys podwójnej noblistki, jednak pierwszy z tak wyczuwalną fascynacją, żarliwością i zaintrygowaniem. Bo chociaż obszerna działalność naukowa uhonorowanej uczonej zostaje tu naturalnie wpleciona, to przede wszystkim burzliwe emocje, głośne skandale oraz pełne zmysłowych chwil spotkania, stanowią najbardziej charakterną ekspozycję. Czytelnik wkrada się do codzienności bohaterki równolegle w dwóch absorbujących perspektywach czasowych – z jednej strony podpatrując pierwsze kroki w karierze naukowej oraz pozbawione akceptacji narzeczeństwo ze studentem matematyki, Kazimierzem, z drugiej natomiast przeglądając intymne fotografie romansu z francuskim fizykiem, Paulem Langevinem. Gdzieś ukradkiem przemierzając także pokłosie smutku po zwieńczonym tragedią związku małżeńskim. Trudno nie dostrzec braku pomyślności w sercowych uniesieniach Marii Skłodowskiej-Curie, jeszcze trudniej nie zauważyć uciążliwości, które szargały wizerunek podejmowanych wyzwań. Oczerniające artykuły w brukowej prasie, uderzające w godność słowa, kamienie rzucane zamaszyście w geście niszczącej obrazy – bo przecież kobieta, nawet ta wolna, po przeżytej boleśnie żałobie, nie miała wówczas prawa poddać się uczuciowym słabościom. To powieść dramatyczna i mocno przejmująca, a w niej wewnętrzny niepokój, skrzyżowany z godną podziwu niezłomnością, siłą i inteligencją.

Fascynacja to odpowiednie słowo. To właśnie ona towarzyszy w nieprzeciętnej i jakże dramatycznej podróży po namiętnościach Marii Skłodowskiej-Curie. Alchemia to powieść biograficzna muśnięta uczuciowym sznytem – przepełniona kobiecością i pragnieniem zawodowej równości, pełna brawurowych scen w drodze do realizacji sukcesów naukowych, naruszona determinacją w konfrontacji z brutalnością mediów, wypełniona miłością oraz wyczuwalnym strachem o ukochane dzieci. Katarzyna Zyskowska porusza się po życiorysie podwójnej Noblistki w sposób odważny, z pewnością charakterny i rozczulający, przywołując nie tylko żarliwość intymnych doznań oraz niewyobrażalną siłę uczonej, ale także smutek wyraźnie nienasyconego serca.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„ZŁE DZIECKO” – CAMILLA WAY | Thriller przesiąknięty strachem oraz przejmująco zaplecioną grozą

„ZŁE DZIECKO” – CAMILLA WAY | Thriller przesiąknięty strachem oraz przejmująco zaplecioną grozą

Trwoga to zbyt subtelne słowo! Ta historia namacalnie mrozi krew w żyłach, zatrważa i przeszywa duszę, wielokrotnie też zaskakuje zmianą potencjalnego scenariusza. Camilla Way przekonująco wdziera się w narrację matki dziecka z socjopatycznymi skłonnościami, scena po scenie dokładając kolejne elementy przerażającej układanki. Złe dziecko to thriller absolutnie przenikliwy i alarmujący, z pewnością plastycznie, wręcz filmowo wypełniający przestrzeń pochłoniętej lekturą wyobraźni.

Tak długo wyczekiwana i tak bardzo kochana, a jednak z biegiem dziecięcych lat, szalenie niebezpieczna. Piękna dziewczynka, wymarzona córeczka – trudna do okiełznania postać, w której zaszyte zostaje realne zło. Nawet szczera miłość pozbawiona zostaje szans w starciu z nieobliczalnymi instynktami małej Hannah. Bo przecież ona zna szokujący sekret rodziców, doskonale widzi też karty, którymi może ich zastraszać. Ta kreacja od początku budzi autentyczny lęk i napawa odczuwalną trwogą, staje się dominująca – to ona manipuluje czytelnikiem. Autorka przedstawia przeszłość oczami roztrzęsionej matki, stawia tym samym fundamenty dla wieloletniej i jak się okazuje, makabrycznej intrygi, której kryminalne ogniwa rozgałęziają się na równie zagadkową teraźniejszość. Tajemnicze zaginięcie męża, fatalistycznie skradająca się sąsiadka, karygodne kłamstwa, zdrady i niedopowiedzenia, a do tego podejrzane zachowania przyjaciela – tu nie ma miejsca na oczywiste odpowiedzi, każda strona dostarcza zaskoczenie, każda prowadzi w nieoczekiwaną stronę, każda utrwala zuchwały, drastyczny i tym samym pokerowy charakter zdarzeń. Napięcie rośnie, akcja nabiera szalonego tempa, dynamicznie prowadząc do niespodziewanego zakończenia.

Thriller przesiąknięty strachem oraz przejmująco zaplecioną grozą! Ta historia złowieszczo i z pewnością dynamicznie osacza myśli czytelnika, wrze w czeluściach zaniepokojonej duszy, nie pozwala się odłożyć aż do ostatnich stron. Camilla Way nieprzerwanie manipuluje wyobraźnią, narusza motyw dziecka w sposób traumatyczny i bezwzględny zarazem, wiarygodnie podsuwając perfidne zachowania socjopatyczne – tu skadrowane w szeroką i niezaprzeczalnie angażującą intrygę fabularną, której mroczne ogniwa sięgają nie tylko rodzinnych tajemnic, ale też małżeńskich zdrad, parszywych kłamstw, dziwnych i niejednoznacznych gestów, także niespodziewanych, choć bardzo bolesnych tragedii.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„MOST OF ALL YOU” – MIA SHERIDAN | Ta miłość domaga się konfrontacji z niewyobrażalnie trudną przeszłością…

„MOST OF ALL YOU” – MIA SHERIDAN | Ta miłość domaga się konfrontacji z niewyobrażalnie trudną przeszłością…

Niezwykle wzruszająca historia. Naznaczona żniwem przeszywających duszę traum, napełniona smutkiem i goryczą niechcianej codzienności, bolesna, a jednocześnie urzekająca, niepowtarzalna, cudownie wręcz romantyczna. Mia Sheridan doskonale wie, jak poruszyć najczulsze struny – tym razem plastycznie wdziera się w dwie pokaleczone życiem intymności, każe walczyć z demonami przeszłości i otworzyć się na szczere emocje. Most od All You to romans scalający dwa złamane serca – nieprzeciętny, wyjątkowy, z pewnością uzależniający.

Uczucie tych dwojga zauważalnie wymaga dużej atencji, niewątpliwie potrzebuje też wspólnie spędzanego czasu, od początku jednak filmowo uderza swoją niebywałą siłą. Bo przecież oni zasługują na znacznie więcej. Crystal to kreacja dostrzegalnie zagubiona w odmętach skrywanej głęboko bezradności – hipnotyzująca tancerka w nocnym klubie, śmiało uwodząca męską wyobraźnię, jednocześnie kobieta opuszczona w dzieciństwie, porzucona na pastwę własnego losu, żyjąca właściwie z dnia na dzień, nieustannie borykająca się z finansowym marazmem, pozbawiona perspektyw na komfortową przyszłość. Twarz tego konkretnego mężczyzny ewidentnie nie pasuje do miejsca, które ona zdaje się traktować niemal jak dom. Gabriel Dalton nie należy do stałych bywalców rozkosznych uciech, wydaje się dziwnie zdystansowany, może nawet wystraszony, trafia do życia bohaterki nieoczekiwanie i staje się szansą na wymowne doznania. Ten człowiek obarczony zostaje następstwami przerażających doświadczeń. Uprowadzony jako dziecko, w życiu dorosłym walczy z przenikliwym brakiem zaufania do fizycznego kontaktu, odczuwalnie chce nauczyć się bliskości. Ta dwójka niespodziewanie staje się dla siebie potrzebną terapią – dla odbiorcy to czas mocno wiarygodnych wzruszeń, to fotograficznie ukazane przyciąganie, to epizodyczne lekcje właściwych wartości i piękno kobiecej przyjaźni, to walka ze stereotypami i miłość dzielnie szukająca własnej definicji. Naprzemienna narracja pierwszoosobowa okazuje się tu strzałem w dziesiątkę – pozwala zajrzeć głębiej, przedrzeć się przez zrozumiałe wątpliwości, dopatrzeć się także chowanych na dnie serca pragnień.

Ta miłość domaga się konfrontacji z niewyobrażalnie trudną przeszłością – z pokłosiem traum nabytych w dzieciństwie, z przeżytym porwaniem i zatrważającą przemocą, z koszmarem porzucenia i boleśnie wrzynającą się samotnością. Mia Sheridan wiarygodnie wkrada się w otchłań dwóch skrzywdzonych niegdyś wrażliwości – wdziera się w dwie pogubione dusze, skruszone i zauważalnie niespełnione, a przecież pragnące jedynie bliskości. Wyraźnie domagające się zrozumienia dla własnych lęków. Most of All You to romans wstrząsający, przeszywający wyobraźnię i rozdzierający serce, z pewnością piękny i niezapomniany, niepozbawiony także ważnych refleksyjnych scen.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„POLAK” – JOHN MAXWELL COETZEE | To portret swoistej miłości, to niespodziewane przekroczenie barier…

„POLAK” – JOHN MAXWELL COETZEE | To portret swoistej miłości, to niespodziewane przekroczenie barier…

Nie trzeba wielu zapisanych stron, aby zaciekawić, pobudzić wyobraźnię, czy też po prostu zaimponować. Czasami wystarczy jedynie esencja odpowiednio dobranych słów, skondensowana forma i symboliczna miniatura zdarzeń – mało treści i jednocześnie dużo możliwych interpretacji. John Maxwell Coetzee z pewnością nie wdaje się w szczegóły, przedstawia jedynie fragmenty narzuconego sobie scenariusza, wyraźnie skupia się na emocjach, choć w oczach odbiorcy bawi się nimi śladowo, momentami niezauważalnie, niemal tak, jakby chciał ukryć je przed całym światem.

Polak niezaprzeczalnie wymaga wrażliwego oka, domaga się przyzwolenia dla nie zawsze właściwej miłości, pozwala wejść w nieznaną perspektywę, zanurzyć się w pragnieniach, które zauważalnie nie mają swojego ujścia. Znajomość Beatriz z polskim pianistą balansuje między dziwną litością dla starszego mężczyzny i akceptacją zaszytą w tajemnicy, ale przede wszystkim staje się emocjonalnym zatraceniem. Ona raczej oswojona z nieco patetyczną codziennością – niewyróżniająca się matka, żona, hiszpańska mecenaska sztuki. On kierowany pożądaniem – pełnym pasji do muzyki i równolegle obsesyjnym do nowo poznanej kobiety, starszy człowiek owładnięty jednostronną fascynacją. Czytelnik wdziera się w tę osobliwą otchłań ukradkiem, nieustannie próbując nadać tej więzi prawidłowy tytuł, widzi bowiem, że choć moralnie niewskazana, ta wyciszona w gestach relacja staje się dla bohaterów coraz bardziej osobista. Ona nie angażuje się diametralnie, on przecież też nie nalega, każdorazowo zatrzymuje się na uroczej propozycji, zaprasza, bardzo łagodnie wypowiada wewnętrzne potrzeby. To właśnie ten enigmatyczny charakter uczuć najbardziej uzależnia – wprawia w konsternację, do końca zdaje się być niekonkretny, prosi o wspólną dyskusję i otwarte domysły.

Niezwykle subtelna, kameralna i filigranowa, w treści natomiast przede wszystkim intymna, wieloznaczna i kontrastująca, ewidentnie domagająca się sugestywnych znaczeń. Polak w mojej perspektywie staje się opowieścią o uczuciu niedopowiedzianym, dopiero finalnie zamkniętym w potencjalnej definicji. To portret swoistej miłości, to niespodziewane przekroczenie barier, to doznania ledwie widoczne, z pewnością nienachalne, choć swoim enigmatycznym wzorem przeszywające emocje obu naruszonych życiorysów. John Maxwell Coetzee delikatnie buduje historię dwojga nieznajomych – eksponuje niewyraźne próby uwodzenia, myślami kobiety zagnieżdża się w potrzebach starszego mężczyzny.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„OPOWIEŚĆ BŁĘKITNEGO JEZIORA” – DOROTA GĄSIOROWSKA | Niezwykle kameralna, rozgrzewająca i sentymentalna!

„OPOWIEŚĆ BŁĘKITNEGO JEZIORA” – DOROTA GĄSIOROWSKA | Niezwykle kameralna, rozgrzewająca i sentymentalna!

Niezapominana historia – absolutnie piękna, nastrojowa, zachwycająca. Dorota Gąsiorowska plastycznie nakreśla kompletność swoich przesłań, docenia naturalne wzorce, utrwala dawne obyczaje, podziwia świat przyrody i subtelnie bawi się magiczną realnością. Tu nie ma miejsca na przypadkowość, jednocześnie wszystko zdaje się być niecodzienne, unikalne, wartościowe. Opowieść błękitnego jeziora przyjmuje formę wyjątkowej gawędy – poruszającej i słodkiej zarazem, romantycznej i sentymentalnej, z pewnością mocno zajmującej i niepowtarzalnej.

A wszystko w zarysie rozczulającej narracji pierwszoosobowej – wypowiedzi nasączonej wyraźną nostalgią, niewątpliwie wzruszającej i nieco bajronicznej, świadomie odartej z wiary w świąteczną magię. Sonia idealnie sprawdza się w przydzielonej roli – w słowach dziennikarki spisującej historię legendy o rodzinnej manufakturze czekolady. Tym samym przedziera się przez dokuczliwe troski i niełatwe doświadczenia, dotyka duszonych latami traum i wspiera potrzebną bliskością, nieoczekiwanie staje się częścią małej społeczności. Gdzieś ukradkiem przeciera kurz z nieprzyjemnie upominających się wspomnień, otwiera też drzwi do przestrzeni własnego serca, nieśmiało zaczyna obdarzać się fragmentami nadziei. Wsłuchując się w opowieść dwóch cudownych gawędziarzy, pozwala wyobraźni na porywające skojarzenia i urzekające fotografie, nieustannie przepełnia się szeptem błękitnego jeziora. To powieść ekscytująca, enigmatyczna, domagająca się nie tylko szczerości wrażliwego serca, ale też śmiałości w wizualizacji dawnej przepowiedni – fabularnie osadzonej w minionej przeszłości, w życiorysie wędrowca Marcina, w dobrodziejstwach miedzianowłosej panny, w zapomnianej legendzie o mitycznej Maranie. Tu jedna krótka chwila okazuje się znamienną podpowiedzią – drogowskazem uczuć, pozwalającym ułożyć emocje i pokrzepić duszę, zagrzać także miejsce we właściwym sercu. Aura świąt wkrada się tu dyskretnie, pojawia się dopiero z czasem, otulając rozrzewnione myśli i pocieszając odczuwalnie struchlałe serca.

Powieść z duszą – przepełniona odurzającą serdecznością, nostalgiczna i poruszająca, jednocześnie zagadkowa, intrygująca i nieoczywista, z pewnością rodzinna i pokrzepiająca. Dorota Gąsiorowska otwiera drzwi do nastrojowej legendy – każde zdanie napełnia baśniową atmosferą, wypełnia słodkimi pralinami i aromatyczną gorącą czekoladą. To historia niesiona magią błękitnego jeziora – niezwykle kameralna, rozgrzewająca i sentymentalna. Tu można zanurzyć się w słowach dwóch wybornych gawędziarzy, tu można usłyszeć szepty fascynującej przepowiedni – jestem absolutnie oczarowana!
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„TOM LAKE” – ANN PATCHETT | Proza zagnieżdżona w odmętach refleksyjnej codzienności.

„TOM LAKE” – ANN PATCHETT | Proza zagnieżdżona w odmętach refleksyjnej codzienności.

Opowieść pełna dyskretnych wzruszeń. Nadzwyczaj subtelna w fabularnej treści, odczuwalnie nieśpieszna i sentymentalna, swobodnie wypełniająca otchłań zauroczonego serca. Ann Patchett plastycznie porusza się po korytarzach wyobraźni, pozwala dostrzec niezauważalne i złapać nieuchwytne – ewidentnie buduje materiał do egzystencjalnych przemyśleń. Tom Lake okazuje się historią nieprzeciętną, choć utkaną nicią przeciętnego dnia – piękną, sensoryczną i niepowtarzalną.

Tu nikt się nie śpieszy, a jednak każdy zdaje się być zagłębiony w czeluściach eterycznych wspomnień. Młodość Lary Nelson staje się tu ważnym atrybutem – nośnikiem dawnych marzeń i pasjonujących scen z aktorskiego życia, chwil zauważalnie romantycznych i porywających, w biegu dorosłości znamiennych, potrzebnych i niezapomnianych. To narracja nasycona doświadczoną kobiecością i matczynym wdziękiem, otulona niewinnością, jednocześnie śmiałością odważnej eksploracji dnia, niepodważalnie sugestywna, nieprzerwanie zachęcająca do wewnętrznych monologów. Czytelnik to nie jedyny adresat tej niesamowitej opowieści – pierwszymi odbiorcami okazują się zasłuchane córki. Trzy kobiety wśród czereśniowych drzew – każda inna, każda naznaczona osobliwością własnej wrażliwości, każda wyróżniona swoistymi pragnieniami oraz chęcią lustrowania własnej tożsamości, każda zachłannie wkradająca się w kadry przywoływanych fotografii. Zachwyt to prawdopodobnie odpowiednie słowo – zarówno w geście literackiej staranności, w dobranych epitetach i finezyjnych treściach, jak również w zarysie emocjonalnej rzetelności, w burzliwości dokuczliwych uczuć i w nostalgicznych mgnieniach, wreszcie w kruchości ludzkiego życiorysu. To manufaktura drobnych przeżyć, ale też pamiętnik zapisów serca – to różne smaki miłości, to pierwsze zakochania i małżeńskie doświadczenia, to także miłość matki do dziecka.

Proza zagnieżdżona w odmętach refleksyjnej codzienności. Historia wyśmienita, wręcz fascynująca, osadzona w cieniu rodzinnego sadu, opowiedziana głosem dojrzałej kobiecości – niezwykle sentymentalna i uderzająca łagodnością przywołanych zdarzeń, sensualna i mocno sugestywna. Tom Lake to ekspozycja wielobarwnych spojrzeń miłości, to namiętność młodego życia i ulotność mijanego dnia, to także unikalna zachęta do kształtowania odpowiednich priorytetów. Ann Patchett zachwyca niezwyczajnością zwyczajnych słów, narusza delikatność duszy, dotyka czułych myśli. Szeptem pozwala dostrzec przenikliwość znaczeń, dobrać potrzebne definicje, może nawet odnaleźć siebie.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„KIEDY WESZŁAM W TWOJE ŻYCIE” – JOJO MOYES | Fenomenalna i rozbrajająca, ale też mądra i okrutnie refleksyjna.

„KIEDY WESZŁAM W TWOJE ŻYCIE” – JOJO MOYES | Fenomenalna i rozbrajająca, ale też mądra i okrutnie refleksyjna.

Dwie nieznajome, dwa zupełnie inne charaktery i jeden nieświadomy gest, który całkowicie odmienia dotychczasową rzeczywistość. Ta historia to niewątpliwie świetny materiał na szalony i jednocześnie mocno refleksyjny scenariusz filmowy – każdy epizod barwnie wypełnia tu bowiem otchłań naruszonej wyobraźni, każdy dostarcza niecodziennych wrażeń. A najważniejszym atrybutem okazują się tu czerwone szpilki Louboutina – piękne, kunsztowne i niewiarygodnie drogie, a przede wszystkim obdarzone zaskakująco feeryczną mocą.

Dla tych kobiet to ewidentnie porządna nauczka – nasączona bezradnością i wątpliwościami, wyraźnie ograbiona z przyszytych im egzystencjalnie mrzonek. Nisha to szablonowy przykład napuszonej bogatej damulki – materialnie dopieszczonej, ekskluzywnej i oczywiście nieskalanej pracą. Utrata drogocennych butów okazuje się dla niej szokującym skokiem w przepaść wyrobionej snobistycznej codzienności – to spotkanie z upokarzającą w jej zadufanych myślach szarością przyziemnego dnia i wymuszona sytuacją ciężka praca, to niepowodzenia, gorycz i dziwnie przenikliwa szczerość. To także smak prawdziwych uczuć i wgląd do właściwych wartości. Podczas, gdy jej świat momentalnie zamienia się w fabularne strzępy, druga bohaterka sukcesywnie tonie w głębinach własnej niepewności. Dla osadzonej w ponurej nijakości Sam to omyłkowe znalezisko okazuje się muśnięciem potrzebnej motywacji – zaproszeniem do otwarcia się na zapomnianą wrażliwość. Czytelnik wdziera się w jej smutną przestrzeń z naturalnym zrozumieniem, spogląda na pogrążonego w depresji męża, rejestruje brak bliskości i skrajne oblicze bezsilności, dostrzega nieprzyjemne tratowanie w pracy oraz rozdzierające pragnienie konkretnej zmiany. To powieść o humorystycznym i zauważalnie pouczającym tonie – niezwykle poruszająca i mocno ekspresyjna.

Jojo Moyes zaprasza na niepowtarzalną lekcję życia – odzierającą ze złudzeń, szaloną i urzekającą. Ekskluzywne szpilki Christiana Louboutina okazują się tu nie tylko zamierzenie bajronicznym atrybutem, ale też intencjonalnie narzuconą inspiracją – bodźcem do zatroszczenia się o zaniedbane fragmenty naruszonej kobiecości i jednocześnie faktorem do zdefiniowania naturalnej wdzięczności. Tu jedna bohaterka przedziera się przez szarość niechcianego dnia i gorycz ciągłych upokorzeń, druga natomiast grzęźnie w chimerycznym charakterze nieprzyjemnych dni. To historia o przekonująco filmowym wdzięku – fenomenalna, zabawna i rozbrajająca, ale też mądra i okrutnie refleksyjna.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„ARCHER’S VOICE. ZNAKI MIŁOŚCI” – MIA SHERIDAN | Historia nasączona eteryczną ciszą!

„ARCHER’S VOICE. ZNAKI MIŁOŚCI” – MIA SHERIDAN | Historia nasączona eteryczną ciszą!

Miłość zazwyczaj domaga się oficjalnej deklaracji. Tej wypowiedzianej głośno, naznaczonej świadomością wybranej chwili oraz esencjonalnym doborem zdań, jedynej i niepowtarzalnej w obrazie przywoływanych regularnie wspomnień. Ale to nie słowa budują piękno najważniejszych uczuć, w gąszczu odpowiednich gestów, okazują się wręcz zbędne i zupełnie niepotrzebne, stają się jedynie opcją – jak pokazuje powieść Mii Sheridan, niedostępną każdemu. Archer’s Voice. Znak miłości to romans wszech czasów według serwisu Goodreads – dla mnie to przede wszystkim powieść niesamowicie wzruszająca.

Tu od początku wyczuwa się uroczy małomiasteczkowy klimat – prowadzony serdecznością mieszkańców, fabułą natomiast osadzony w nieprzyjemnej rodzinnej przeszłości, tak znamiennie kształtującej obecną postawę tytułowego bohatera. Archer Hale to niewątpliwie jedna z najbardziej charakterystycznych kreacji – młody mężczyzna o bursztynowych oczach, niemówiący, tajemniczy i wyraźnie pogubiony, odtrącony szeptem otaczającej go społeczności, dotkliwie zanurzony w szczelinach nieuchwytnej nikomu wrażliwości. To człowiek sponiewierany już jako dziecko – pozbawiony podstawowych zachowań w kontakcie z innymi ludźmi. Intrygujący w promiennej perspektywie Bree – kobiety zdeterminowanej i uroczej, fabularnie natomiast szukającej wytchnienia od ferworu przeżytych boleśnie traum. Ich spotkanie można uznać za przypadkowe lub po prostu niefortunne, a jednak staje się zalążkiem niespodziewanej namiętności – nasyconej szczerością definiowanych wzajemnie pragnień. Autorka nie unika opisów scen erotycznych – szkicuje ich przebieg z dużą subtelnością, podkreślając coraz bardziej soczysty i zmysłowy charakter tej wyjątkowej znajomości. Jednocześnie akcentuje nieporadność bohatera w obliczu odkrywanej intymności, utrwala naturalne zawstydzenie oraz przeszywającą potrzebę zwyczajności, eksponuje także nieprzeciętną cechę interpersonalną – umiejętność posługiwania się językiem migowym. Tu wszystko zdaje się ocierać o subtelność i niepewność, pojawia się także niepokojący motyw zazdrości oraz konieczność pogodzenia się z dawnymi demonami.

Nadzwyczaj delikatna, wzruszająca, uczuciowa – historia nasączona eteryczną ciszą oraz sugestywnym pragnieniem normalności, zabrudzona paskudną traumą, niepewnością i nagminnie upominającą się zawiścią. Bolesne dzieciństwo, rozdzierająca tęsknota i nieprzyjemnie panosząca się zazdrość – tu nie ma przestrzeni na rozkoszną emocjonalną słodycz, w zamian klaruje się ofensywna potrzeba eksplorowania granic intymności oraz naturalna konieczność zdefiniowania portretu własnej tożsamości. To namiętność absolutnie romantyczna – skażona nieodwracalnym smakiem przeszłości, a jednak w doznaniach nieprzeciętna, zmysłowa i fascynująca.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

"CÓRKA ZIEMI" - DOROTA GĄSIOROWSKA | Nastrojowa podróż do tajemnic zapomnianej przeszłości!

"CÓRKA ZIEMI" - DOROTA GĄSIOROWSKA | Nastrojowa podróż do tajemnic zapomnianej przeszłości!

Rodzinne legendy rzadko zamykają się w prostocie pojedynczych słów. Przykryte warstwami mijających lat, stają się mgliste i mało wyraźne, może nawet zupełnie niewidoczne, zmyślnie tuszując największe tajemnice. Te natomiast lubią o sobie przypominać, ukradkiem wdzierając się do ludzkiej niepamięci, aby utorować w niej przestrzeń dla dawnych znaczeń. Córka ziemi to niewątpliwie jedna z takich opowieści – w swym kształcie piękna, zachwycająca i wielowymiarowa, w zaszytej niejasności nadzwyczaj zagadkowa.

Tu dwie historie trwają jednocześnie, tworząc jeden nieprzeciętny portret. Czytelnik przedziera się zatem nieśpiesznie przez dwie niepowtarzalne kobiece intymności – w odczuciu osobiste, poruszające i jakby niedopowiedziane, naznaczone zmyślnie cieniem przeszywającej niepewności. Weronika to kreacja współczesna – niezależna rzeźbiarka, tworząca w zgodzie z pragnieniami własnego serca. Zanurzona w jej myślach nić fabularna, zaczyna się od propozycji wykonania rzeźby nordyckiej bogini Frei do pałacowego ogrodu – w podjętej pracy wyczuwa się nie tylko prawdziwą pasję, ale też entuzjazm oraz żywą ekscytację. Tu sztuka nieustannie niesie się echem po otchłani zaangażowanej wyobraźni, staje się nośnikiem przejmujących i niespodziewanych zdarzeń. Podobnie jak każda zainscenizowana scena utożsamia fragment większej całości – okazuje się bowiem elementem dawnej rodzinnej zagadki.

Odbiorca równolegle wkrada się do narracji osadzonej w gąszczu minionej przeszłości – zapisanej wrażliwością nastoletniej dziewczyny, nieposkromionej w myślach, zaprzyjaźnionej z dzikim charakterem lasu. Jej perspektywa obarczona zostaje troskami niewyobrażalnymi, wymaga pogodzenia się z bolesną stratą i niechcianą dorosłością, szeptem wdziera się do niej także krzta realizmu magicznego, swoista nuta słowiańskości oraz treść samej legendy – będącej emocjonującym spoiwem obu frakcji fabularnych. I chociaż każdą z nich otacza zupełnie inna przestrzeń życia, obie nieustannie eksplorują delikatność własnych wzruszeń, prowadzą wewnętrzne monologi, kierują się przeczuciami, scalają niescalone piśmiennie chwile. Tu każdy bohater otrzymuje zarys własnego przeznaczenia. Przyjazna sokolica. Odyniec Jacek. Czarny kruk. A nawet dwa białe kotki. Tu nic nie jest przypadkowe. Ta lektura z pewnością wymaga wzmożonej uważności – detaliczne opisy przyrody, mnożące się postaci, nordyckie mity, nawiedzona studnia, dziwne koszmary, opętana dziewczynka, pewien tajemniczy brulion, mowa kamieni, zasada przymierza i ciche porozumienie kobiecych dusz. Każde miejsce przywołuje wspomnienia, każde przyciąga swoją zagadkową aurą, każde okazuje się ważnym elementem osobliwej układanki.

Nastrojowa podróż do tajemnic zapomnianej przeszłości! Historia nasączona aurą magicznej, rodzinnej legendy – piękna, zagadkowa, nieprzeciętna! Córka ziemi to nie tylko początek fascynującej sagi, to przede wszystkim chwile pełne wzruszeń oraz portret różnych spojrzeń samotności, to także głos ukradkiem skradającej się miłości. Powieść namiętnie chwytająca za serce! W każdym geście swoista, niepowtarzalna i wielowymiarowa – tu żywiołem jest ziemia, a wyobraźnią kieruje instynkt kobiecej wrażliwości. Dorota Gąsiorowska wdziera się do dwóch naruszonych fabularnie serc, aby kształtem ich nieprzejrzystej narracji, oczarować zapewne zdumionego czytelnika.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„HISTORIA ZŁYCH UCZYNKÓW” – KATARZYNA ZYSKOWSKA | Odcienie zła zaszyte w szponach rodzinnej fotografii.

„HISTORIA ZŁYCH UCZYNKÓW” – KATARZYNA ZYSKOWSKA | Odcienie zła zaszyte w szponach rodzinnej fotografii.

Każda rodzina skrywa tajemnice. Zazwyczaj niewinne, może nawet zabawne, w swym przebiegu najczęściej nieszkodliwe. Ale nie zawsze oznaczają gesty świadomej subtelności, czasami wręcz brutalnie odzierają piękno drobnych wspomnień, niechlubnie przywołując przykryte warstwą czasu grzechy. Historia złych uczynków to jedna z takich opowieści – w swej fabule fikcyjna, stanowiąca zatem dzieło autorskiej wyobraźni, a jednak wiarygodna i zatrważająca, w zarysie zdarzeń wręcz nieposkromiona.

Katarzyna Zyskowska z dużą śmiałością wdziera się do przemyśleń zaangażowanych tu bohaterów – tych współczesnych – nakreślonych namiętnością społecznie zakazaną, w przebiegu uzależniającą, mroczną i niepokojącą, jak również tych historycznych – osadzonych najpierw w międzywojniu, następnie w nieugiętej scenerii wojennej, naznaczonych nikczemnością władzy, jednocześnie młodzieńczą naiwnością, prowadzonych impulsami przyczajonego niechybnie zła. Bo przecież ta historia to przede wszystkim wizerunek ciemnej strony ludzkiej duszy – tej skrzętnie umykającej granicom moralności, zuchwałej i nieobliczalnej, skłonnej do zanurzenia się w szkicu autentycznej zbrodni. Czytelnik stąpa po kolejnych stronach z dużą ostrożnością, regularnie wyczuwając grząski grunt zachowań i tym samym potrzebę jawnej koncentracji, obserwuje wydarzenia uważnie i mocno przenikliwie, ewidentnie nie chce zgubić ważnych dla intrygi tropów. Ta zdaje się bowiem nieprzejrzysta i bardzo zawiła, z pewnością wielopłaszczyznowa – zmyślnie przygnieciona ciężarem destrukcyjnych chwil i dziwnych powiązań, które dopiero z krańcem nabierają złowieszczo klarownego kształtu. Tu przeszłość nieustannie miesza się z teraźniejszością – utrwalając nie tylko ekspresyjność niecodziennych zdarzeń, ale przede wszystkim oddając nieprzejrzysty portret tej konkretnej rodziny. A wszystko w otchłani intencjonalnie zamierzonych słów, przeplecionych pięknie, barwnie, może nawet zjawiskowo, niewątpliwie pokrzepionych detalami oddającymi zamierzoną scenerię sprzed lat.

Odcienie zła zaszyte w szponach rodzinnej fotografii. Fabuła w każdym akcie przemyślana, wstrząsająca i nieobliczalna – zagnieżdżona nie tylko w umyślnie dobranym chaosie współczesnej namiętności, ale też w niebezpiecznych i mocno tajemniczych kadrach brutalnej historii wojennej. Katarzyna Zyskowska odważnie przedziera się przez przestrzeń tej swoistej powieści – wyrywa z niej chwasty delikatności, zakorzenia jedynie zagłuszoną intrygami przebiegłość człowieka. Historia złych uczynków zdaje się nieprzeciętna w każdym przenikliwym słowie oraz w każdym naruszonym geście – w odczuciu staje się zatem złożona i fascynująca, niezaprzeczalnie domaga się świadomego czytelnika.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„NOCAMI KRZYCZĄ SARNY” – KATARZYNA ZYSKOWSKA | Wstrząsająca w każdym nakreślonym wrażliwością słowie.

„NOCAMI KRZYCZĄ SARNY” – KATARZYNA ZYSKOWSKA | Wstrząsająca w każdym nakreślonym wrażliwością słowie.

Góry zatrzymują tajemnice. Skondensowane w majestatycznie nadanym kształcie, nasiąknięte ekspresją mgliście zatrzymanych dolin, zawieszone duszą w eterycznej wręcz szlachetności. Nierzadko domagają się szacunku, zarzucając bezmyślność i urealniając niewybaczalny smak własnego charakteru. Ale nie zawsze stają się sprawcą najgorszego. Czasami stanowią jedynie pokerowe tło, stają się jakby zapleczem dla narzuconego zła, tuszując apatycznie niedostrzeżone ludzkim okiem czyny. I właśnie tak przebiegły, może nawet aluzyjny portret górskiego krajobrazu, wyłania się z powieści Nocami krzyczą sarny – historii nasączonej bólem wojennej niepewności i zatrważającej, jednocześnie pięknej, charyzmatycznej i zdumiewającej w literackim wizerunku.

Ta opowieść zaczyna się niecodziennie – od wysnutych w półmroku zdań, wieńczących przestrzeń jednej z najbardziej enigmatycznych scen. Ten odczuwalnie zagadkowy zwiastun, nabiera ekstraktu dopiero z czasem, zatwierdzając nieobliczalny scenariusz zainscenizowanych fabularnie zdarzeń. Tu nie ma jednej perspektywy. Każda zdaje się ważna i niezbędna w dopełnieniu emocjonalnej całości. Katarzyna Zyskowska wkrada się tu bowiem ukradkiem do trzech kobiecych serc, naprzemiennie ilustrując wydarzenia z ich udziałem. To wędrówka jednej z nich rozpoczyna współczesny szlak tej opowieści – szlak zarośnięty scenerią nie tyle urzekającą czy też malowniczą, co jawnie zapierającą dech, z pewnością nieprzeciętną, w swym naturalnym dziewictwie wręcz niedostępną dla każdego. Bo przecież to właśnie gdzieś na jednym zboczu feerycznie zobrazowanych tu Sowich Gór, w gęstwinie owianego grozą lasu, w niezbadanej szarpaninie krzewów dzikiej róży, zachowane zostają fragmenty przerażającej w swym biegu historii. To tu wraca Maria wraz ze swoją życiową tajemnicą. Tym samym wdziera się w nadzwyczaj intymną narrację pierwszoosobową, przywołując niedookreślony fragment znamiennego w jej młodości lata. Te trzy przesądzające dni. Dni zaszyte w odmętach dostrojonej nicości. Ta niewiedza nieustannie gryzie i podsuwa różne podejrzenia, zdaje się wręcz wżerać w wyobraźnię i zawłaszczać ją dla własnych potrzeb. A przecież tam pogrzebany zostaje ból – dotkliwy, nieprzerwanie wżynający się w poharataną duszę, ogłuszający pokłosiem przezornie wbudowanej niepamięci.

Podobnie naszkicowana zostaje fotografia wojenna. Przywołana w niej rzeczywistość ograbiona zostaje ze strzępów potrzebnego ukojenia, zdaje się być wręcz szorstka i przygnębiająca. W fabularnym geście łączy życiorysy przesiedlonych Polek z losem Niemek wychylających się granicom Dolnego Śląska, próbujących w ten sposób wymknąć się bestialstwu sowieckiej armii. Tak zaaranżowane zostają dwie elementarne postaci: Mareike i Marianna. Tak też tworzy się historia nasączona przygniatającą wręcz niepewnością, także beznadzieją i wyczuwalnym w powietrzu smutkiem. Tu nie wszystkie emocje podyktowane są wprost, niektóre zdają się być jedynie podpowiedzią. Autorka zwinnie wodzi czytelnika za nos, zauważalnie chce, aby ten podjął się samodzielnej interpretacji tekstu, aby uważanie obserwował i szukał właściwych odpowiedzi. Te przychodzą w swoim czasie, otwierając oczy na dramat dobitnie zapadający w pamięć, osadzony w nieznanej odsłonie wojny, przejmujący i niewyobrażalny, scenicznie niepozbawiony ofiar. Tu każda bohaterka skrywa sekret napawający trwogą.

Zjawisko literatury pięknej – powieść wstrząsająca w każdym nakreślonym wrażliwością słowie. Nikt bowiem nie przetwarza zapomnianych wspomnień tak wiarygodnie, dyskretnie i wrażeniowo, a przy tym mocno sugestywnie, jak czyni to właśnie Katarzyna Zyskowska. Nocami krzyczą sarny to absorbująca zachęta do przetarcia śladów wojennego okrucieństwa – zagnieżdżona w odmętach hermetycznie przesiedlanej społeczności, muśnięta nutą niespodziewanej słowiańskości, zasnuta brzemieniem drzazg, pochowanych znamiennie w trzech kobiecych samotnościach. Historia odczuwalnie enigmatyczna i zdumiewająca, której strony eksplorować chce się wielokrotnie.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„MARRIAGE FOR ONE” – ELLA MAISE | Sportretowana charyzmą ludzkiej wrażliwości!

„MARRIAGE FOR ONE” – ELLA MAISE | Sportretowana charyzmą ludzkiej wrażliwości!

Małżeństwo to nie zawsze afirmacja zjawiskowych doznań. Czasami to jedynie sucha transakcja, nasączona chłodem i korzyścią dla co najmniej jednej z zaangażowanych stron. I właśnie taką relację buduje Ella Maise w urzekającej powieści Marriage for One. Tu wzajemna fascynacja pojawia się nieoczekiwanie, utrwalając osobliwy charakter coraz bardziej namiętnej znajomości. A wszystko w nurcie parszywej intrygi oraz w kanwie euforycznie zobrazowanego motywu grumpy & sunshine.

Czytelnik z przyjemnością zatraca się w ujmującym klimacie tej historii, z łatwością wyczuwa w niej aurę komediowej czułości, szczyptę przeszywającego dramatu, a także charakterne gesty promiennego romansu. Autorka świadomie oddaje narrację swoim bohaterom, pozwalając im naprzemiennie relacjonować bieg wydarzeń – to w ich wrażliwościach zakorzeniona zostaje zajmująca nić fabularna. Fundamentem okazuje się tu szorstka propozycja – naznaczona aroganckim wyrazem twarzy, beznamiętna w sformułowanej treści, wizualnie naznaczona jawną zachłannością. Bo przecież Jack to rasowy przykład bogatego gbura – nonszalanckiego i obcesowego w kontakcie międzyludzkim, w bliższej rozmowie wręcz uszczypliwego. To zupełne przeciwieństwo Rose – ta kobieta ma w sobie dużo łagodności, dostrzegalnie angażuje się w otwarcie upragnionej kawiarni, sumiennie próbuje też złapać uśmiech na twarzy świeżo nabytego męża. Relacja tej dwójki absorbuje różne zmysły, z czasem staje się coraz bardziej żywa, prawdziwa, autentyczna. I wymaga wsparcia, gdy na drodze szczęścia, nieoczekiwanie pojawia się głucha niepewność o przyszłość. Te momenty poruszają i mocno niepokoją, z pewnością tworzą barwę dla kruchości ludzkiego życia. I to w ich żniwie zaszyta zostaje samokontrola dla intymnych wrażeń. W nieustannie przywoływanej żarliwości, sceny erotyczne zdają się nieuniknione, a jednak trzeba na nie cierpliwie poczekać. W swym opisie okazują się mało satysfakcjonujące, w niektórych słowach wręcz nieestetyczne, jakby spisane innym językiem, niż pozostałe fragmenty opowieści. Nadal jednak stanowią potrzebne dopełnienie założonego kształtu.

Komfortowa, czarująca i zabawna – sportretowana charyzmą ludzkiej wrażliwości! Marriage for One to historia nakreślona smakiem rozkosznej komedii romantycznej, doprawiona nutą dramatycznych wzruszeń, jednocześnie ubarwiona pikanterią potrzebnej namiętności. I chociaż zbliżenia potraktowane są tu mało finezyjnie, stylistycznie wręcz pozbawione jakiejkolwiek zmysłowości, okazują się nieuchronną wisienką na fabularnym torcie. Ella Maise intencjonalnie uderza w mocno elastyczny motyw zaaranżowanego małżeństwa – to w nim zataja nikczemne kłamstwo i to w jego pokłosiu zmyślnie zasiewa ziarno rozczulających doznań.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„KILKA DNI Z ŻYCIA ALICE” – LIANE MORIARTY | Niezwykle przenikliwa, kameralna i poruszająca!

„KILKA DNI Z ŻYCIA ALICE” – LIANE MORIARTY | Niezwykle przenikliwa, kameralna i poruszająca!

Życie potrafi nieoczekiwanie przybrać dziwną barwę. Czasami wystarczy drobna nieopatrzność losu, aby dosłownie w oka mgnieniu, pozbawić człowieka jego własnej przeszłości. I to właśnie z taką przewrotnością życiorysu, nieuchronnie mierzy się bohaterka powieści Kilka dni z życia Alice. To niesamowite, jak bardzo detalicznie, sumiennie i przy tym wiarygodnie Liane Moriarty szkicuje motyw utraconej pamięci. Tu wyobraźnia zaopatrzona zostaje wyśmienicie, działa zatem samodzielnie i mocno obrazowo, nieustannie nakłaniając odbiorcę do stawiania siebie w roli tytułowej kreacji.

To nie jest fizykalnie krótka historia, prawdopodobnie mogłaby nawet zostać skompresowana do nieco bardziej esencjonalnej formy, a jednak w oczach uważnego czytelnika przesuwa się niespodziewanie płynnie, sprawnie, efektownie. Ta opowieść osadzona zostaje w dramacie dostrzegalnie elastycznym, autorka ma zatem dużo możliwości i trzeba przyznać, że pozbawiając Alice aż dekady wspomnień, nie tylko stawia ją w obliczu ekspresyjnych wyzwań sytuacyjnych, ale też gwarantuje chwile porządnej refleksji. Bo przecież ta kobieta odczuwalnie nie widzi siebie w ukształtowanym naturalnie wizerunku. Zdaje się przerażona i otumaniona fasadą nadętej, jak się okazuje, egzystencji. Zatrzymana pamięcią gdzieś w trymestrach pierwszej ciąży, zachwycona uśmiechami młodej małżeńskiej codzienności, skromna, lubiana i wyraźnie zanurzona w bliskości z ukochaną siostrą, nie może zrozumieć teatralnej wyniosłości, jaką ewidentnie wyhodowała w biegu zapomnianych lat. Zmuszona do odkrywania zaułków własnej dzisiejszości, w tym zdefiniowania siebie w roli matki trójki dzieci i jednocześnie przyswojenia abstrakcyjnej nienawiści do męża, którego przecież darzyła szczerością najpiękniejszych doznań, staje się sensorycznym zaskoczeniem dla samej siebie. I nieoczekiwanie przybiera postać przygnębionego mentora własnego życia – nauczyciela uczuciowych fundamentów, dostrzegalnie próbuje bowiem wyłuskać te fragmenty niepamięci, które doszczętnie zrujnowały jej oddany czysty autoportret. Bo przecież może uda się jeszcze naprawić zniszczone, może uda się zatuszować brudy i zaszyć przerwane skrawki znajomej normalności. Autorka równolegle wdziera się do strwożonego serca siostry, akcentując sukcesywnie kolejne nieudane zabiegi in vitro. Tym tematem brutalnie naciska na złożony charakter słowa macierzyństwo...

Niezwykle przenikliwa, kameralna i poruszająca – powieść nasączona sentymentalnie pokłosiem czasowej niepamięci. Kilka dni z życia Alice to przede wszystkim fabularna kompilacja dramatycznych doznań – splot niespodziewanych wzruszeń i scenicznych pragnień zrozumienia własnej codzienności. Tak rozdzierającej i emocjonalnie paskudnej – zupełnie innej, niż ta zakorzeniona w otchłani starszych wspomnień. Liane Moriarty intencjonalnie aranżuje wiarygodny obraz niechcianego życia – tym mocno sugestywnym gestem wyraźnie zachęca do stymulującej refleksji, namawia do przetarcia goryczy wystudzonej rutyny dnia, inspiruje także do otwarcia się na własną wrażliwość.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„MUZYKA NOCY” – JOJO MOYES | Wyczuwalnie nasączona pożegnalną goryczą!

„MUZYKA NOCY” – JOJO MOYES | Wyczuwalnie nasączona pożegnalną goryczą!

Muzyka niezmiennie mieni się blaskiem wielu ekspresyjnych znaczeń. Tym samym bardzo rzadko bywa przestrzenią jedynie dla pracy zawodowej, znacznie częściej okazuje się fragmentem najważniejszych życiowych chwil, bazą do przywoływania wspomnień, częścią najbardziej znamiennych emocji. I właśnie takich wrażeń dostarcza melodyjna interpretacja powieści Jojo Moyes – Muzyka nocy to portret brutalnie panoszącej się prozy życia, surowej i nieuprzejmej, bezdusznie wdzierającej się do skruszonego serca.

A wszystko w otchłani straszliwej żałoby, z którą nieoczekiwanie mierzy się zatrwożona bohaterka. Kobieta naznaczona instrumentalną delikatnością, świadomie odizolowana od rodzinnej solidarności, doszczętnie oddana zachwycającej grze na skrzypcach. Ale też matka, która w afekcie niespodziewanego wdowieństwa, musi plastycznie otworzyć się na przerażającą rzeczywistość. Rozpadający się w oczach dom oraz małomiasteczkowa, wręcz soczyście wiejska społeczność, tak dalece odbiegająca od londyńskiej scenerii, to jedynie prolog nowego rozdziału. Bo przecież pojawia się także mężczyzna. Właściwie dwóch. Jeden pozornie bardzo pomocny, momentami nawet przyjemnie humanitarny, a jednak niesiony chciwością i nieokiełznanym pożądaniem, drugi wyraźnie przygaszony, wręcz zamknięty w czeluściach parszywej samotni – samotni urządzonej oparami jawnie osądzającej go przeszłości. Tu nie ma miejsca na łatwe emocje, ale czytelnik z pewnością nie wpada w stan głębokiego poruszenia – ta historia zdeterminowana jest przede wszystkim przez tlące się równomiernie poczucie niesprawiedliwości oraz muzykę, scenicznie symbolizującą bierne wołanie o pomoc.

Jakże przenikliwy i wymowny jest tytuł tej powieści – z jednej strony gwarantujący oczywistą swobodę interpretacji, z drugiej natomiast dźwięcznie ilustrujący rozdzierający smutek i głuchą bezradność, jakie niewątpliwie dominują w ogłuszającym czasie żałoby. Muzyka nocy to historia w odczuciu nieśpieszna i zaskakująco temperamentna, wyczuwalnie nasączona pożegnalną goryczą, dosadnie piętnująca ludzką chciwość i niemal fanatyczne pokłady niezdrowej lubieżności, jednocześnie intrygująca i mocno rodzinna, gorliwie oddająca niepokojący charakter narzuconych przez życie zmian. Jojo Moyes nie ożywia łez wzruszenia, w zamian zachęca do znamiennej refleksji.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem ZNAK.

„UCIECZKA NIEDŹWIEDZICY” – JOANNA BATOR | Zdumiewająca i niecodzienna, a przy tym doszczętnie absorbująca!

„UCIECZKA NIEDŹWIEDZICY” – JOANNA BATOR | Zdumiewająca i niecodzienna, a przy tym doszczętnie absorbująca!

Niemal każdy zna duszącą zgrozę życiowego dyskomfortu. Ta przygniatająca uszczypliwą ekspresją gorycz, nierzadko ocierająca się o nerwową frustrację lub trudne do zdiagnozowania otępienie, świadomie utrwalająca moment porażki, przegranej, może nawet znudzenia prozą szarej codzienności. Z pewnością smutku i dławiącej bezradności. To bezwzględnie wyczerpujący zakręt, który bezkompromisowo żąda zmiany, a przynajmniej wskazania bladej perspektywy – ledwo dostrzegalnego haczyka, na którym może zaczepić mniej lub bardziej kruche wizje przyszłości. Joanna Bator tworzy właśnie takie historie – uciążliwe dla bohaterów, jednocześnie refleksyjne dla zagłębionych w lekturze odbiorców.

Ucieczka niedźwiedzicy zauważalnie umyka ramom tradycyjnej powieści – w odczuciu przypomina wręcz antologię, taki niecodzienny zbiór indywidualnych opowieści, spluralizowanych celowo, aby zachęcić do szerokiej interpretacji. Bo chociaż precyzyjnie doprane kreacje reprezentują różne przestrzenie społeczne, także różne kierunki geograficzne i różne przeciwności losu, czytelnik ekspansywnie definiuje czyhające w ich fabularnych przekrojach podobieństwa – zaszyte głęboko w pragnieniach ludzkiej wrażliwości. Tu każdy jest optycznie zagubiony, każdy stoi na skrzyżowaniu osnutej szarością egzystencji, każdy wyczuwa tlącą się gdzieś w myślach potrzebę zmiany. I dopiero ta inwencyjna konkluzja pozwala dostrzec, jak misternie i barwnie, a przy tym eksperymentalnie zharmonizowana jest proza Bator. Autorka wielokrotnie przywołuje niespodziewane – odważnie wchodzi też w szczeliny zjawiskowej magii, wprowadzając dialogi mistrzyni ceremonii pogrzebowych z żółwiem zajmującym się absorbcją i destylacją smutku. I to żółwiem sprawnie posługującym się piękną starą angielszczyzną. Ta niebywała relacja bezsprzecznie pozwala dojrzeć inne znaczenie smutku – docenić jego obecność, zaakceptować, wyłuskać niedostrzeżone wcześniej wartości.

Zdumiewająca i niecodzienna, a przy tym doszczętnie absorbująca czytelnika! Proza Joanny Bator fascynuje sugestywną aranżacją najbardziej kruchych fragmentów ludzkiej egzystencji – napełnionych intencjonalną goryczą obojętności, niekomfortowych i frustrujących, wyraźnie zamkniętych w płaczu rozmemłanej codzienności, bezdusznie żądających zmiany. Ucieczka niedźwiedzicy niezaprzeczalnie utrwala wizerunek życiowego marazmu. W moim odczuciu to zdumiewająca sekwencja fabularnych opowieści – historia snuta w duchu gryzącego przygnębienia, wymownie zatem smutna i refleksyjna, jednocześnie uzupełniona charakternie zarysowaną magią.
_____ 
Współpraca płatna z Wydawnictwem ZNAK.

„OPOWIEŚĆ STAREGO LUSTRA” – DOROTA GĄSIOROWSKA | Po prostu książka z duszą!

„OPOWIEŚĆ STAREGO LUSTRA” – DOROTA GĄSIOROWSKA | Po prostu książka z duszą!

Nie od dziś wiadomo, że w święta zdarzyć się może naprawdę wiele – to czas otulony nie tylko ludzką życzliwością, ale też kolażem niezapowiedzianych scen, które ośnieżone magicznym białym puchem, nierzadko umykają ramom prawdopodobieństwa. Opowieść starego lustra to jedna z takich historii – fabularnie szalejąca po spragnionych odmętach wyobraźni, jednocześnie widowiskowa i przejmująca, a przy tym tak bardzo świąteczna i zimowa. Dorota Gąsiorowska czaruje nie tylko pięknym słowem, ale też aromatycznym splotem niecodziennych zdarzeń.

Sceneria tej powieści jest absolutnie niezwykła, wręcz zachwycająca – przykryty śnieżną powłoką Kraków, odczuwalnie nasączony magiczną aurą zbliżających się świąt, ale też wyjątkowy sklep ze starociami oraz zaprzyjaźniony pobliski antykwariat. Tu dosłownie czuje się zapach starych książek, wyczuwa się też woń zakurzonej rąbkiem czasu tajemnicy, która właśnie teraz chce o sobie przypomnieć. Czytelnik bez wahania definiuje to miejsce jako niepowtarzalne – chce otoczyć się jego swoistym klimatem, chce jak najdłużej cieszyć się smakiem tej potulnej historii. Z przyjemnością zatem towarzyszy Alicji, dzielnie wspierającej pana Teodora w prowadzeniu sklepu z antykami. I mimowolnie uśmiecha się, gdy wraz z młodą kobietą, niespodziewanie odkrywa moc starego lustra – ten moment to dyskretne drzwi do innego świata.

Bohaterka początkowo wydaje się niezwykle zagubiona, trudno jej zrozumieć zdarzenia, które wizualnie umykają ramom wiarygodności. Ale nie ucieka, nie wzbrania się, odczuwalnie jest zaintrygowana tym, co ma do zaoferowania stare lustro. I wsiąka w ten niemal baśniowy świat, niepostrzeżenie stając się jego wymowną częścią. A odbiorca zdaje się być tą magią doszczętnie oczarowany! Z wypisaną na twarzy fascynacją podgląda, jak Alicja zaczyna bawić się podróżami w czasie, jak przywiązuje się do mieszkańców dawnego brzeziańskiego dworu i mimowolnie staje się jednym z nich. Jak bardzo ożywia swoje własne zmysły i świadomie angażuje się w zbadanie wszystkich zacisznych sekretów. Bo przecież nie jest tu przypadkowo. To właśnie w tej ekscytującej fabularnie przygodzie autorka przemyca najbardziej refleksyjne treści – przypomina też, jak ważna jest pomoc drugiemu człowiekowi.

Piękna, wyjątkowa, niepowtarzalna – po prostu książka z duszą! Historia spowita świąteczną magią, nasączona urokiem sklepu ze starociami, efektownie oprószona nutą rodzinnych tajemnic. Opowieść starego lustra kradnie serce dosłownie od pierwszych stron! I okazuje się prawdziwą książkową perełką – pełną miłości, ciepła i ludzkiej serdeczności. Dorota Gąsiorowska otwiera czytelnika na fascynujące i nieoczywiste doznania – inscenizuje bowiem bajkową podróż po odmętach zapomnianego czasu, zachęcając do spacerów po kameralnym dziewiętnastowiecznym dworze i szukania w nim najważniejszych uczuć.
_____ 
Współpraca płatna z Wydawnictwem Znak.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger